Pamiętaj, poniższy artykuł nie zastąpi konsultacji omawiającej Twoją indywidualną sytuację położniczą z położną lub lekarzem. Służy on jedynie celom informacyjnym, edukacyjnym oraz szerzeniu świadomości wśród rodzących.

W poprzednim wpisie opisałam historię odebrania rodzącym możliwości jedzenia i picia w trakcie porodu. Przytoczyłam również kilka badań naukowych oraz opinii Towarzystw medycznych, które opowiadają się za swobodnym jedzeniem i piciem w trakcie porodu przez rodzące.

Na wielu grupach w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja wśród kobiet, które zaczęły się dzielić swoimi doświadczeniami porodowymi w tej kwestii. Łącznie padło ponad 400 komentarzy i zainspirowały mnie one do napisania kolejnego artykułu. Dziś chciałam się skupić na możliwych negatywnych konsekwencjach takiego zakazu.

Punktem wyjścia do moich rozważań jest notatka prasowa Amerykańskiego Stowarzyszenia Anestezjologów [1] z dorocznego spotkania, które odbyło się w 2015r.

Zatytułowano ją: “Większość zdrowych kobiet odniosłaby korzyść z lekkiego posiłku w trakcie porodu”*. Dalej czytamy: “Kobietom tradycyjnie nakazywano powstrzymywanie się od jedzenia i picia w trakcie porodu z powodu obaw, że zaspiruja (wchłoną) lub zinhalują płyny/treść pokarmową do płuc, prowadząc do ich zapalenia. Ale postęp w anestezjologii oznacza, że większość zdrowych kobiet ma niskie prawdopodobieństwo tego powikłania w dzisiejszych czasach, a kiedy badacze przeglądneli literaturę i setki badań naukowych dotyczących tego zagadnienia, zauważyli, że powstrzymywanie kobiet rodzących od płynów i pokarmów może być niepotrzebne*”.

Stwierdzono również, że aspiracja treści żołądkowych do płuc praktycznie nie występuje. W USA stwierdzono tylko jeden udokumentowany przypadek w latach 2005-2013. Była to kobieta otyła ze stwierdzonym stanem przedrzucawkowym. Czynniki te mogły przyczynić się do napadów drgawkowych, które spowodowały zachłyśnięcie. W Wielkiej Brytanii nie stwierdzono ani jednego przypadku śmiertelnego z powodu aspiracji treści żołądkowych w latach 2000-2005. Jako przyczynę tak dobrych wyników wskazano znacznie zaawansowany sprzęt anestezjologiczny używany w czasie operacji oraz rozpowszechnione na szeroką skalę zastosowanie analgezjii regionalnej (czyli znieczulenia zewnątrzoponowego czy podpajęczynówkowego). Już w moim poprzednim wpisie wspominałam o tym, jak rzadkim powikłaniem pooperacyjnym jest dzisiaj zachłystowe zapalenie płuc.

Co więcej, wysiłek kobiet w trakcie porodu porównano na tamtejszym spotkaniu do przebycia maratonu. Zapotrzebowanie kaloryczne rodzącej kobiety jest podobne jak u biegającego sportowca, a przebywanie na czczo prowadzi do wyczerpania zapasów energii w postaci cukrów oraz uruchomienia rezerw tłuszczowych wprowadzając organizm w stan ketozy. Proces ten przestawia metabolizm organizmu i sprawia, że energia pozyskiwana jest z tłuszczy co zwiększa zakwaszenie krwi matki (i tym samym dziecka), może prowadzić do zredukowania siły skurczy porodowych a tym samym może potencjalnie wydłużać poród oraz przyczyniać się do zaniżenia wyników w skali Apgar u noworodka.

Powyższe obserwacje anestezjologów korespondują z hierarchią potrzeb unaocznioną przez piramidę potrzeb Masłowa [2].  Pragnienie i głód należy do najbardziej podstawowych i elementarnych potrzeb człowieka. Niezaspokojenie ich prowadzi do stresu i zaburzenia poczucia bezpieczeństwa, co wpływać może na rozregulowanie akcji skurczowej u rodzącej kobiety. Nadmiar adrenaliny może sprawić, że poród wręcz się zatrzyma i nie będzie postępował. To taki stary, pierwotny mechanizm, zapewniający bezpieczeństwo matce i dziecku by mogła uciec i urodzić gdzie indziej w bardziej przyjaznych okolicznościach.

Dzisiaj, gdy większość kobiet rodzi w szpitalu, brak sił fizycznych w  połączeniu ze stresem okołoporodowym, może pociągnąć za sobą konieczność dalszej medykalizacji porodu: stymulacji porodu kroplówką z oksytocyną, zaburzenia tętna płodu, czy wręcz nagłe cięcie cesarskie ( często uzasadnione jako “braku postępu porodu”, “dystocja szyjki macicy” “podejrzenie zamartwicy płodu”). Każda medykalizacja niesie ze sobą ryzyko własne oraz ryzyko, że pociągnie za sobą kolejną, by ustabilizować sytuację. W konsekwencji poród zaczyna się niebezpiecznie komplikować.

Joanna** wspomina:

“Zabroniono mi jeść i pić podczas próby vbac a rodziłam 25 godzin. Ostatecznie i tak miałam cesarskie cięcie po tych 25 godzinach. Gdy przewieziono mnie na salę pooperacyjną, to byłam tak odwodniona, że w woreczku na mocz miałam krew. Pamiętam, że położne były przerażone i chodziły do mnie co chwilę, aby podać mi wodę do picia. Pierwszą kroplówkę otrzymałam dopiero z okazji cesarki. Po porodzie nabawiłam się zakrzepicy żył głębokich kończyny dolnej, z którą zmagam się już pięć miesięcy. Hematolog pytała mnie czy miałam epizody, że mało piłam. Opowiedziałam o moim odwodnieniu w trakcie porodu. Nie skomentowała tego w żaden sposób, ale też nie zaprzeczyła. Dla mnie milczenie jest odpowiedzią.”

Joanna trafiła dwa tygodnie po porodzie z siną i opuchniętą nogą oraz koszmarnym bólem do szpitala. Nie mogła stać na nodze. Sześć dni leżała pod pompą heparynową a potem w domu musiała leżeć przez miesiąc. Nadal przyjmuje zastrzyki z heparyny w brzuch.

Kinga również nie wspomina dobrze swojej głodówki w czasie porodu:

“Ostatni posiłek przed porodem zjadłam o 8 (szpitalne śniadanie) potem w czasie porodu tylko woda i jedna kroplówka z glukozą, a po porodzie zjadłam dopiero o 12 następnego dnia (obiad) – śniadanie przespałam, bo byłam wyczerpana, a jak wstałam to posiłku już nie było (sprzątneli) i musiałam czekać do obiadu. Ucieszyłabym się, gdyby rodzącym kobietom pozwolono wreszcie normalnie jeść w trakcie porodu.”

Wiele położnych, zwłaszcza te, które przyjmują porody w warunkach poza szpitalnych już dawno zauważyło zależność między zwolnieniem akcji skurczowej a głodem rodzącej. Kamila Ciastek-Majtyka, położna przyjmująca porody w domu przyznaje:

“Z mojego doświadczenia wynika, że praktycznie każda pierworódka ma ten problem. Akcja skurczowa rozwija się obiecująco, ale nagle zaczyna spowalniać. Pytam wtedy kobiet, kiedy ostatnio coś jadły. Okazuje się, że bywają głodne. Gdy zjedzą i nabiorą sił, skurcze znowu zaczynają narastać. Po kilku godzinach rodzą bez problemu, a my unikamy transferu do szpitala i stymulacji porodu oksytocyną.”

Dodatkowo, we wspomnianej notatce anestezjolodzy zauważyli, że powstrzymywanie się od posiłków powoduje stres w czasie porodu u matek, a to przekłada się negatywnie na dobrostan płodu, (może nastąpić zmniejszenie ukrwienia macicy i łożyska, które mogą skutkować zaburzeniami tętna płodu).

Dalej w swojej nocie prasowej lekarze ci zauważyli, że istnieją sytuacje położnicze, kiedy ryzyko wystąpienia aspiracji jest większe od korzyści wynikających ze spożywania posiłku w czasie porodu i korzystniejsze jest pozostanie na czczo. Zaliczają do nich stan przed-rzucawkowy, rzucawka, otyłość oraz leki opioidowe używane w łagodzeniu bólu porodowego. Anestezjolodzy zalecają, aby upewnić się o swojej sytuacji położniczej zanim kobieta sięgnie po posiłek w trakcie porodu.

Niektóre kobiety, gdy poród przybiera na sile, instynktownie powstrzymują się od jedzenia i tracą apetyt, za to chętnie proszą o zimne soki, napoje czy ciepłe zupy – czyli płynne i lekkostrawne pokarmy. To dodatkowy argument, aby nie zakazywać kobietom odgórnie powstrzymywania się od jedzenia, a zaufać ich własnej ocenie głodu w trakcie porodu.

Część kobiet faktycznie w komentarzach wspomniało, że gdy poród przybierał na sile, nie miały ochoty jeść, lub wręcz wymiotowały, za to chętnie piły. Niemniej jednak niktóre kobiety marzyły o posiłku, lecz personel nadal podtrzymywał zakaz. Część z nich przyznała się, że podjadały po kryjomu i były dokarmiane przez partnerów. Czuły, że bez posilenia się, nie będą miały siły urodzić – działały instynktownie jak np Aneta i Anna:

“Na porodówkę trafilam wieczorem, przed wyjściem z domu objadłam sie “po kokardki”. Podczas porodu, gdy położnej nie było w sali, mąż podał mi z plecaka swój prowiant. Zjadłam całą paczkę kabanosów, biszkopty i mus owocowy dla dzieci.” – Aneta.

“Mąż przemycał mi na salę przed i porodową gorzką czekoladę. Po kostce co jakiś czas. Miałam dwa porody siłami natury po ok. 10h. Musiałam mieć siły na finisz, to była czysta intuicja” – Anna.

Inne rodzące natomiast “posłusznie” stosowały się do zaleceń i zmagały się z wysiłkiem porodowym na czczo – co w większości przypadków było zupełnie niepotrzebne.

Kobiety bywają też coraz bardziej dociekliwe, jak np. Małgorzata:

“W szkole rodzenia w Szpitalu Św. Zofii próbowałam dociekać dlaczego na jednym oddziale (Dom Narodzin) można jeść, a na standardowym oddziale porodowym już nie. Położne też tłumaczyły to możliwym cesarskim cięciem, chociaż wygląda mi to po prostu na szpitalne procedury. Mnie na szczęście pozwolono jeść, ale tylko w pierwszych godzinach porodu.”

W roku 2017 [3] badacze zaobserwowali, że gdy rodzącym pozwolono spożywać pokarmy wedle uznania ich porody były krótsze średnio o 16 minut. Organizm, który jest odpowiednio odżywiony, ma siłę urodzić sprawniej dziecko.

Wg raportu Fundacji Rodzić po Ludzku [4] 44% szpitali deklaruje zgodę na spożywanie pokarmu wśród pacjentek w porodach fizjologicznych. Jeśli jednak przyglądnąć się wynikom dokładniej, deklaracje szpitali rozmijają się z oświadczeniami pacjentek zebranymi w raporcie NIK [5]. Jedynie 38% kobiet przyznało, że były zachęcane do spożywania płynów przez personel, a z danych zebranych przez FRpL wynika, że 35% kobiet ma zakładane wkłucie obwodowe i podawane płyny w kroplówkach, choć mogłyby po prostu się same napić. Jest to niepotrzebna ingerencja w poród, a podpięcie do kroplówki utrudnia ruch, przybieranie pozycji wertykalnych i korzystanie z prysznica czy immersji wodnej. Zaczyna się powolne zaganianie rodzącej do łóżka a poród z aktywnego zaczyna być coraz bardziej siedzącym czy leżącym – opis tego mechanizmu zasługuje na osobny wpis na moim blogu.

Jak wygląda kwestia jedzenia i picia w innych krajach?

Aleksandra: “Przy moim pierwszym (14 godzin) oraz drugim porodzie (6 godzin) w Polsce mogłam się napić od czasu do czasu wody i to właściwie tyle. Przy kolejnych dwóch w Irlandii (4 godziny i 1,5 godziny) na porodówce jeszcze zanim zaczęła się akcja porodowa przyniesiono mi posiłek oraz ciepłą herbatę abym miała siłę na później. Woda oczywiście kiedy tylko chciałam. Taki standard.”

Malwina: “Ja miałam dwa planowane cięcia cesarskie. Jedno w Polsce, drugie w Islandii. W obu przypadkach nie mogłam jeść od rana. Niemniej w Polsce nie mogłam jeść potem dwa dni, a w Islandii obiad dostałam od razu. Przed cięciem dostałam informację, że im szybciej zacznę jeść, tym lepiej będę się czuła i będę miała więcej energii. Za to siostra rodziła drogami natury również w Islandii i mogła jeść przez cały poród bez ograniczeń.”

Kinga: “Poród w Norwegii. Wszystko szło dość długo. Gdy przyszedł anestezjolog dać mi znieczulenie to powiedzieli, że mam się zdrzemnąć, nabrać sił, po czym obudzą mnie za trzy godziny, zjem obiad i dostanę oksytocynę by rodzić dalej. Po porodzie położyli synka na mnie i wjechała taca z kanapkami, sokiem pomarańczowym w kieliszkach oraz flagą Norwegii.”

Marta: “Rodziłam w Niemczech. Do szpitala przyszłam rano na wywoływanie porodu. Dostałam obiad, podwieczorek i kolacje. Później zaczęły się skurcze i już nie myślałam o jedzeniu. W nocy dostałam znieczulenie i wtedy poczułam głód, więc mąż przyniósł mi batona, a położna sama mówiła, że muszę coś zjeść żeby mieć siłę. Natomiast mojej znajomej w Polsce przez 2 (!) doby nie pozwalano nic zjeść. Nic. Mąż przynosił jej jedzenie po kryjomu. Przez pierwsza dobę nie podłączyli jej nawet kropłowki, dopiero w drugim dniu coś jej podali. Jadła to co przynosił jej mąż. Szkoda tylko, że po kryjomu…”

Ja miałam okazję rodzić w Szwecji. Gdy skurcze w domu zaczęły przybierać na sile, i zdecydowaliśmy się, że będziemy jechać do szpitala, mąż zrobił mi jajecznicę, zjedliśmy i wsiedliśmy do taksówki. Na miejscu położne ciągle proponowały coś do jedzenia i picia mi oraz mężowi. Mdliło mnie i wymiotowałam, więc konsekwentnie odmawiałam jedzenia. Położne mimo to sprawdzały co jakiś czas czy nie zmieniłam zdania i nie chcę się posilić – czułam się bardzo zaopiekowana ich troską o tak podstawowe potrzeby. Chętnie prosiłam więc o zimne napoje – było mi strasznie gorąco z wysiłku ale bardzo miałam ochotę na słodkie smaki. Do dziś pamiętam ich shake’a, którego nie zdążyłam wypić bo zaczęłam przeć. Po porodzie dostaliśmy talerz kolorowych kanapek oraz kieliszki z bezalkoholowym cydrem i Szwedzką flagą. Niby nic, ale wtedy po takim wysiłku smakowały wyśmienicie, do dziś je ciepło wspominam.

Na szczęście w Polsce niektóre szpitale zaczynają zmieniać swoją politykę w tym względzie, a personel zaczyna być coraz bardziej otwarty na potrzeby rodzących. Świadczy o tym chociażby wypowiedź Elżbiety i Aleksandry:

“Ja przy porodzie w 2014 roku w Słupcy miałam tak cudowna położną, że dostałam kawę położoną na stoliku gdy byłam podpięta pod KTG mimo, że miałam poród wywoływany. Do tego miałam opakowanie kabanosów i 2 bułeczki. Zachęcała mnie by zjeść i nie rodzić “na głodnego” bo to ogromny wysiłek. Cały poród wspominam wspaniale. Rodzić z taką położną to skarb!” – Elżbieta.

“Przy pierwszych dwóch porodach wolno mi było pić do woli i jeść twarde cukierki i lizaki. Przy trzecim, położna zachęcała żebym coś zjadła na początku – cokolwiek co mam i na co mam ochotę, proponowała nawet, że mi coś przyniesie. Wszystkie trzy porody były indukowane, ze zwiększonym ryzykiem zakończenia przez cesarskie cięcie.” – Hanna.

Tak podstawowa potrzeba jaką jest picie i jedzenie to niezbywalne prawo każdego człowieka do samostanowienia i nieuzasadnione względami medycznymi ograniczanie jego decyzyjności w tym zakresie stanowi niezaprzeczalne naruszenie jego praw i swobód. W świetle powyższych danych istnieje tylko wąskie grono pacjentek, kiedy przebywanie na czczo w czasie porodu wydaje się być słuszne. Ograniczanie tego prawa reszcie kobiet rodzących jest bezzasadne.

Nakazywanie kobietom, by nic nie jadły a już co gorsza nic nie piły w czasie porodu bez wyraźnych wskazań medycznych (które ma tylko wąska grupa kobiet) można zaliczyć do błędu jatrogennego – czyli spowodowanego przez personel medyczny [6]. Takie wystawianie porodu na niepotrzebne ryzyko komplikacji jest nieuzasadnione i przeczy dzisiejszej wiedzy medycznej. Powikłania te można zredukować w prosty sposób: pozwolić rodzącym z grupy niskiego ryzyka jeść w trakcie porodu wedle ich uznania.

Wybierając poród w szpitalu, w którym położne samodzielnie sprawują opiekę nad porodami niskiego ryzyka zwiększasz swoje szanse, aby twoje potrzeby głodu i pragnienia mogły być zaspokojone a Twój poród był dobry i przebiegł sprawnie. Smacznego!

*Jeśli nie zaznaczono inaczej, tłumaczenie jest własne na potrzeby niniejszego artykułu

**imiona zostały zmienione

Chcesz skomentować powyższy wpis? Zapraszam do postu na moim funpage:

Birth Coach Project na Facebook

Piśmiennictwo:

  1. https://www.asahq.org/about-asa/newsroom/news-releases/2015/10/eating-a-light-meal-during-labor
  2. http://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/rozwoj-osobisty/piramida-maslowa-czyli-teoria-hierarchii-potrzeb-na-czym-polega_45945.html
  3. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/28178059
  4. http://www.rodzicpoludzku.pl/images/rzecznictwo/RAPORT_Medykalizacja_porodu_w_Polsce_2017.pdf
  5. https://www.nik.gov.pl/plik/id,11621,vp,13972.pdf
  6. http://www.poradnikzdrowie.pl/sprawdz-sie/niezbednik-pacjenta/jatrogenia-bledy-choroby-jatrogenne-w-opiece-nad-pacjentem-przyklady_43553.html